Never Say Never

Never Say Never

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 4

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek w telefonie.
-O kurde!!!!!!!!!- krzyknęłam tak głośno, że kamil się obudził.
-Co jest?- zapytał z zaspaną miną.
-Jest już 13:20 mamy 40 min na ubranie się i posprzątanie tego wszystkiego.- mówiąc to ostatnie wskazałam na stolik i fotele na których było pełno butelek po piwie, chipsay oraz łupinki słoneczniku. Wstałam i podeszłam do szafy i wyciągnęłam ten zestaw tylko bez słuchawek: 
Poszłam do łazienki ubrałam się a włosy związałam w niedbałego koka i wyszłam z  łazienki. Z ciekawości weszłam do pokoju gdzie powinien spać łukasz i zauważyłam, że obok niego leży edyta i mocno się do niego wtula a on do niej. Widząc to postanowiłam dać i mjeszcze chwilkę i wyszłam z pokoju kierując się do mojej sypialni. Weszłam i zauważyłam, że kamil siedzi na łóżku i chowa twarz w dłonie. Podbiegłam i ukucnęłam przed nim: 
-Co się stało?- zapytałam z troską w głosie. Naprawdę się martwiłam no bo co byś zrobiła gdybyś widziała chłopaka jeszcze kilka minut temu zadowolonego a teraz widzisz go smutnego. Na pewno też byś się martwiła tak jak ja teraz.
-Nic się nie stało, po prostu lep mi pęka.- powiedział i spojrzał się na mnie z wielkim uśmiechem. 
-Aha, może chcesz tabletkę?
- Nie .... chcę ciebie- jak to powiedział to się uśmiechał i patrzał mi głęboko w oczy i się uśmiechał. Zaraz potem przybliżył swoją twarz do mojej i spojrzał mi się na usta a zaraz potem znowu głęboko w oczy. Już byliśmy blisko pocałunku ale się odsunęłam. 
-Yyyyy powinniśmy tu posprzątać zanim wróci moja mama.- powiedziałam ze zmieszaniem w głosie. 
- tak masz rację powinniśmy ty ogarnąć- powiedział z wymuszonym uśmiechem ale wiedziałam że to tylko żeby ukryć że jest smutny.
-No to .... ja pójdę po worek na śmieci a ty zacznij już tu trochę ogarniać.- powiedziałam i wyszłam z pokoju, ale zdążyłam zauważyć że przytakną lekko głową. Wzięłam z kuchni czysty worek na śmieci i wróciłam do kamila i pomogłam mu sprzątać co zajęło nam w sumie 10 min, co znaczyło żę mamy jeszcze 15 min do powrotu mojej mamy. 
-Dobra mamy jeszcze 15 minut aż moja mama wróci więc może chodźmy ich obudzić co?- zapytałam z uśmiechem blondyna. 
- Okej.- tylko tyle powiedział i wyszedł z pokoju kierując się do pokoju gdzie spały nasze gołąbeczki a ja zaraz za nim. Gdy weszliśmy oni jeszcze spali więc wskoczyliśmy im na łóżko i zaczęliśmy krzyczeć. 
-Wstawać śpiochy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Od razu się zerwali i uśedli na łóżku z wystraszoną i zarówno zmęczoną miną. 
- No nareszcie wstały nasze gołąbeczki hahaha- krzyknęłam i razem z kamilem zaczęliśmy się śmiać, za co oboje dostaliśmy poduszką.
- No dobra koniec tych żartów wsawać i się ubierać bo za 13 minut będzie moja mama.- powiedziałam i wyszłam razem z blondynem do kuchni. 
- To co jemy na śniadanie?- zapytałam otwierając lodówkę. 
- Nie wiem ale na pewno coś wymyślisz.- powiedział i przytulił mnie od tyłu i po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu......
$$$
Przepraszam że wczoraj nie dodałam rozdziału ale strasznie mnie głowa bolała i nie miałam siły..... mam nadzieję że rozdział się podoba :) piszcie opinię w komentarzach :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz