-Co kaca mamy po wczorajszej imprezie? haha- zaśmiała się mama, gdy opróżniłam butelkę.
-Taak i to jakiego gołwa tak mnie boli jakby miała mi zaraz eksplodować. Mamy jakieś tabletki przeciw bólowe?
- Tak powinny być w apteczce w łazience- powiedziała łagodnym głosem. Szybko udałam się na górę do łazienki i zaczęłam szperać po apteczce aż w końcu znalazłam wyjęłam jedną tabletkę z opakowania i połknęłam ją. Udałam się do pokoju położyłam się wygodnie na łóżku i wyciągnełam telefon z kieszeni.
Do Edyty:
Spotkajmy się za 10 minut w parku przy fontannie :*
Włożyłam telefon z powrotem do kieszeni i zeszłam na dół. Ubrałam czerwone conversy i wybiegłam z domu wcześniej krzycząc do mamy, że wychodzę. Dość szybkim krokiem dotarłam do fontanny i usiadłam na ławce, była 15:06 więc Edyta ma jeszcze 4 minuty. Siedziałam i czekałam na nią rozmyślając jak to będzie mieszkać w jednym domu z Justinem. Po chwili poczułam czyjeś ręce zakrywające moje oczy, zdjęłam je i szybko się odwróciłam to był Kamil a zaraz za nim był Łukasz z Edytą.
-Hej! Długo już tu siedzisz?- Zapytała przyjaciółka siadając obok mnie.
-Nie, chwile temu przyszłam-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Masz jakieś plany na dzisiejsza noc?- zapytała z uśmieszkiem który nawet na chwilkę nie schodził jej z twarzy.
-Yyyyy nie mam nic w planach oprócz porządnego wyspania się- powiedziałam z podejrzliwym wyrazem twarzy. Wiedziałam, że za tym zaskakująco dobrym humorkiem kryje się coś.- Co kombinujesz kochana?- zapytałam z podejrzliwym uśmieszkiem.
-No więc moja mama pojechała do koleżanki i wróci dopiero jutro wieczorem i pozwoliła mi zrobić małą nocną imprezkę pożegnalną dla cienie mogę zaprosić kogo chcę więc wybrałam chłopaków.- powiedziała a właściwie to prawie krzyknęła z podekscytowaniem. Ona jest taka słodka cieszą ją nawet najdrobniejsze rzeczy i dla tego zawsze umie mi poprawić humor. Ale nie myślcie sobie, że to taka wesoła, spokojna i opanowana dziewczynka ona potrafi być naprawdę wredna a wtedy to bez kija nie podchodź hahaha.
-I mam rozumieć, że nie mam wyjścia i muszę przyjść tak?
-Tak a jeśli nie będzie cię u mnie w domu o 20 to od razu cię ostrzegam, że przyjdę po ciebie i cię za uszy wyciągnę do mnie zrozumiano?- powiedziała z groźną miną.
-Tak jest panie generale- powiedziałam salutując a po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Do Edyty:
Spotkajmy się za 10 minut w parku przy fontannie :*
Włożyłam telefon z powrotem do kieszeni i zeszłam na dół. Ubrałam czerwone conversy i wybiegłam z domu wcześniej krzycząc do mamy, że wychodzę. Dość szybkim krokiem dotarłam do fontanny i usiadłam na ławce, była 15:06 więc Edyta ma jeszcze 4 minuty. Siedziałam i czekałam na nią rozmyślając jak to będzie mieszkać w jednym domu z Justinem. Po chwili poczułam czyjeś ręce zakrywające moje oczy, zdjęłam je i szybko się odwróciłam to był Kamil a zaraz za nim był Łukasz z Edytą.
-Hej! Długo już tu siedzisz?- Zapytała przyjaciółka siadając obok mnie.
-Nie, chwile temu przyszłam-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Masz jakieś plany na dzisiejsza noc?- zapytała z uśmieszkiem który nawet na chwilkę nie schodził jej z twarzy.
-Yyyyy nie mam nic w planach oprócz porządnego wyspania się- powiedziałam z podejrzliwym wyrazem twarzy. Wiedziałam, że za tym zaskakująco dobrym humorkiem kryje się coś.- Co kombinujesz kochana?- zapytałam z podejrzliwym uśmieszkiem.
-No więc moja mama pojechała do koleżanki i wróci dopiero jutro wieczorem i pozwoliła mi zrobić małą nocną imprezkę pożegnalną dla cienie mogę zaprosić kogo chcę więc wybrałam chłopaków.- powiedziała a właściwie to prawie krzyknęła z podekscytowaniem. Ona jest taka słodka cieszą ją nawet najdrobniejsze rzeczy i dla tego zawsze umie mi poprawić humor. Ale nie myślcie sobie, że to taka wesoła, spokojna i opanowana dziewczynka ona potrafi być naprawdę wredna a wtedy to bez kija nie podchodź hahaha.
-I mam rozumieć, że nie mam wyjścia i muszę przyjść tak?
-Tak a jeśli nie będzie cię u mnie w domu o 20 to od razu cię ostrzegam, że przyjdę po ciebie i cię za uszy wyciągnę do mnie zrozumiano?- powiedziała z groźną miną.
-Tak jest panie generale- powiedziałam salutując a po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
*2 godziny później*
Jest już 17: 36 a o 20 mam być u Edyty, a ja nadal nie wiem co mam wziąć do niej. Siedziałam w garderobie już dobre 20 minut, aż w końcu zdecydowałam się wziąć ten zestaw na jutro:
Spakowałam go do torby do której włożyłam jeszcze bieliznę, luźną koszulkę, szczoteczkę i szczotkę do włosów. Wzięłam torbę i zeszłam na dół, weszłam do kuchni i napisałam mamie karteczkę:
Mamo jestem u Edyty wrócę jutro przed przyjazdem Justina tak jak się umawiałyśmy kocham cię
Twoja Emilia :*
Zostawiłam ją na wysepce i wyszłam z domu, spojrzałam na zegarek w telefonie była 19:48. Super mam 12 minut na dojście.Schowałam telefon z powrotem do kieszeni i ruszyłam w stronę domu mojej przyjaciółki. Droga minęła mi spokojnie dzięki czemu doszłam do domu Edyty na styk. Weszłam do jej domu który był mały ale przytulny, frontowe drzwi prowadziły do małego korytarzyka w którym znajdowały się wieszaki i szafka na buty, prowadził do średniej wielkości salonu połączonego z kuchnią całe pomieszczenie było w kolorze brzoskwiniowym a to wszystko dopełniały ciemno brązowe meble. Przy kuchni był drugi korytarz w którym znajdowały się trzy sypialnie i dwie łazienki.Weszłam w głąb domu ale nikogo nie było w kuchni ani salonie sprawdziłam jeszcze sypialnie ale tam też ich nie było. Postanowiła sprawdzić na dworze i to był strzał w dziesiątkę siedzieli w zabudowanej altance w której znajdowały się fotele a na samym sierotku znajdowało się miejsce na małe ognisko a nad nim na w dachu była dziura przez którą wylatywał dym.
-Hej czemu nikt mi nie powiedział, że tutaj siedzicie co? A ja was jak głupia po całym domu szukałam- powiedziałam siadając na fotelu pomiędzy moją przyjaciółką a Kamilem.
-No przecież pisałem ci sms'a, że siedzimy tutaj- powiedział pokazując mi sms'a. Sprawdziłam telefon i rzeczywiście była tam nieodebrana od wiadomość od niego.
-Rzeczywiście jest, sorry musiałam nie usłyszeć- powiedziałam patrząc na niego przepraszająco.
-Nic się nie stało, ale będziesz musiała mi wynagrodzić to, że nie odpisałaś i że miałaś pretensje o to, że ci nie powiedzieliśmy gdzie siedzimy.-mówiąc to na usta wkradł mu się łobuzerski uśmieszek.
-No dobra mów czego chcesz- powiedziałam stanowczo i udawałam,że nie boje się odpowiedzi ale tak na prawdę bałam się i to strasznie. Udał że się zastanawia i powiedział:
-.......
&&&
No i jest następny rozdział, mam nadzieję, że się podoba :)
Czytasz=Komentujesz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz